Co nas inspiruje podczas modowych zakupów

Inspiracja... słowo-wytrych, dzięki któremu sprytni sprzedawcy manipulują rynkiem modowym (oraz, niestety, nami), zmuszając nas do zakupu kolejnych must-have. Co zatem nas inspiruje podczas modowych zakupów? Tak zwanych narzędzi inspiracji jest całkiem sporo: od tablic, poprzez tzw. moodboardy i dostępne w Internecie zdjęcia, aż po zwykłą (choć niekiedy ukradkową) obserwację innych osób. Wszystko to prowadzi do prawdziwego nawału inspiracji, a jednak nie wszystkim z nich ulegamy w takim samym stopniu. Jaki zatem czynnik sprawia, że spośród szeregu innych opcji wybieramy właśnie to, co nas "zainspirowało"?

 

Przede wszystkim są to emocje. Oglądając wizerunki celebrytów lub lookbooki, odczuwamy pewnego rodzaju emocje (pozytywne bądź negatywne), które mają sprawić, że zdecydujemy się na zakup danego przedmiotu. Zauważmy, że dziś mało która marka stosuje prosty przekaz: kup nasz ciuch, bo jest ładny. Przeciwnie, firmy mówią: popatrz, ludzie, którzy noszą te ciuchy, są szczęśliwi, mądrzy, piękni i świetnie się bawią. Chcesz tak? Pewnie, że chcesz. I kupisz.

Jeszcze mocniej działają jednak emocje negatywne, jakim jest np. poczucie wykluczenia: jeśli NIE kupisz tego, to będziesz gorsza, niż inni, wypadniesz z obiegu, nie będziesz na bieżąco. Więc kupisz. Ze strachu.

Zauważmy, że na większości plakatów reklamowych nie tylko ciuchy i modele wyglądają świetnie – również otoczenie nie jest przypadkowe. Ten sam kapelusik na miejskiej ulicy nie prezentuje się tak świetnie, jak w klimatycznej włoskiej restauracji, a identyczne klapki, założone na działce lub na egzotycznej plaży, wyglądają zupełnie inaczej.

Sceneria na zdjęciu ma zawsze za zadanie wzmocnienie przekazu, dlatego, aby nie kupować wrażenia, ale konkretny, interesujący nas przedmiot, musimy wyobrazić go sobie bez całej tej sprytnie spreparowanej otoczki, czyli... zmienić perspektywę.

Zamiast skupiać się na tym, że w danej sukience świetnie zaprezentujemy się w Paryżu (do którego się wybieramy, ale to szczegół), zastanówmy się, czy odpowiada ona naszej figurze i stylowi, a przede wszystkim – czy mamy z czym ją nosić oraz czy w niedługim czasie przewidujemy okoliczności, w których to nastąpi (skoro ustaliliśmy, że Paryż odpada). Jeżeli nie jesteśmy w stanie udzielić sobie odpowiedzi na te pytania, lepiej jest poczekać z zakupem i nieco ochłonąć, a ewentualną decyzję podjąć samodzielnie - nie pod naciskiem (zwanym inspiracją).

Oczywiście, samo zbieranie inspiracji, przeglądanie magazynów czy stron modowych nie jest niczym złym – ważne jednak, byśmy nie pozwalały sobą manipulować, a na zakupach kierowały się przede wszystkim własnym dobrem i wolną wolą, a nie sprytnymi sztuczkami, które mają podreperować czyjeś wyniki sprzedaży.