Misja: kupować i nie zwariować

Stereotyp jest taki, że kobiety kochają zakupy... może i coś w tym jest, ale prawda jest taka, że nie każde zakupy dają nam satysfakcję  - dopiero takie, gdzie na przecenie minus 80% uda się kupić szałową kieckę... a powiedzmy sobie szczerze, jak często się to zdarza? No właśnie.

Znacznie częściej zdarza nam się coś zupełnie przeciwnego – kupujemy rzeczy, które wcale na nas nie pasują i potem albo się w nich męczymy, albo, walcząc w wyrzutami sumienia, uszczęśliwiamy nimi przyjaciółki. Najwyższy czas powiedzieć temu STOP i zacząć kupować dokładnie to, i dokładnie w takiej ilości, jaka jest nam potrzebna. Jak to zrobić?

 

Przede wszystkim, należy zacząć od selekcji tego, co już mamy. Wszystkie nasze ubrania dzielimy więc na trzy kupki: takie, które z pewnością będziemy nosić, takie, których z pewnością nie będziemy (bo są na nas za duże/za małe/pogrubiają/nie pasują itp.) oraz takie, które opatrzymy nalepką „być może”. Rzeczy z pierwszej kupki należy się pozbyć od razu – w przeciwnym wypadku zaraz zmiękniemy i będą „po domu”, na działkę, na grilla... tylko, pomyślmy, czy nie zasługujemy na to, by w domu lub na grillu czuć się i prezentować dobrze? Przecież są tam nasi najbliżsi – czy nie warto dla nich fajnie wyglądać?

Kiedy szafa zostanie odchudzona, a my poczujemy ulgę, możemy zając się zapełnianiem pustych wieszaków, czyli... pędzimy truchcikiem do galerii handlowej? Otóż, wcale nie.

Przede wszystkim, zastanówmy się, czego nam potrzeba, byśmy miały z czym nosić te rzeczy, które już mamy. Kiedy ustalimy, ze szukamy np. spódnicy ołówkowej i bojówek, najpierw przeszukujemy czeluści Internetu (pozwala to oszczędzić sporo czasu), a dopiero potem udajemy się do sklepów stacjonarnych i przymierzamy to, co udało nam się  wyszukać w sieci. A co, jeśli te rzeczy na nas nie pasują, albo nie ma naszego rozmiaru?

Nic. Zupełnie nic – zamiast kupować coś innego na siłę, poczekajmy. Od dzisiaj każda rzecz, jaką kupujemy, musi być warta naszych pieniędzy (nawet, jeśli jest ona super przeceniona). Jeśli jeszcze w sklepie mamy najmniejsze wątpliwości, czy powinniśmy coś kupić – nie kupujmy. Kiedy trafimy na to, co naprawdę nam pasuje, nie będziemy mieć cienia wątpliwości.

Pamiętajmy też, że należy unikać jak ognia typowych pułapek zakupowych: nie kupować niczego „na pocieszenie”, ani „na próbę” Nie chodzić do sklepów, kiedy mamy doła, kiedy jesteśmy głodne, albo kiedy szef na nas nawrzeszczy – we wszystkich tych sytuacjach kupujemy bowiem impulsywnie, bez zastanowienia i... lądujemy z szafa pełną rzeczy, które nie pasują ani do siebie nawzajem, ani do nas.

Poważnym błędem (ale często popełnianym przez każdą z nas) jest kupowanie ubrań z myślą, że przecież będą świetnie pasować, jak tylko nieco schudniemy. Nie czarujmy się – nie będzie nam się chciało rezygnować z porcji lodów czy tortu, żeby się zmieścić w głupią kieckę. Raczej oddamy ją komuś chudszemu i zostaniemy z poczuciem winy i kompleksami co do rozmiarów naszej rufy.