Udane zakupy

Zakupy mogą być przyjemnością bądź udręką – to, jak do nich podejdziemy i czy będą udane, zależy głównie od naszego zdrowego rozsądku i umiejętności trzymania się kilku prostych zasad, kiedy wybieramy się na „łowy”. Jakie są zatem warunki udanych zakupów? Przede wszystkim, są tylko trzy:

Po pierwsze, cel

Zacznijmy od tego, że na zakupy zawsze należy chodzić „po coś”. Bezsensowne plątanie się po galerii handlowej niechybnie skończy się kupieniem przypadkowej, najczęściej zbędnej rzeczy i pozostawi nas z poczuciem winy i pustym portfelem oraz... zbędną rzeczą. Warto więc przekonać się do list zakupowych, i to nie tylko wtedy, gdy wybieramy się do osiedlowego warzywniaka. W przypadku ubrań czy dodatków również powinnyśmy stworzyć sobie listę rzeczy, które chcemy w danym sezonie kupić. Warto tu ćwiczyć powściągliwość i wpisać na listę nie więcej, niż 5-6 sztuk ubrań – większej ilości i tak nie zdążymy znosić, zanim skończy się sezon, a jeśli kupimy mniej rzeczy, będziemy mogły pozwolić sobie na takie lepszej jakości.

Kiedy lista jest już kompletna, najlepiej jest pogrzebać w Internecie, by wyłuskać interesujące nas modele oraz marki, a dopiero po takim wstępnym rekonesansie udać się do sklepu i przymierzyć. Dzięki temu oszczędzimy sporo czasu i łażenia po butikach, a zakupy będą prostsze i mniej frustrujące – i to nawet w przypadku, gdy uda nam się zaciągnąć na nie naszego mężczyznę.

Po drugie, unikanie pułapek

Faktem jest, że żadna chyba branża nie kusi nas ciągłymi zakupami tak bardzo, jak modowa: „10 rzeczy, które muszą się znaleźć w Twojej szafie”, „absolutny must-have sezonu”, najnowszy gorący trend lata” i tak dalej. Nad wymyślaniem tych wszystkich haseł pracuje sztab fachowców, którzy dosłownie staną na rzęsach, by nakłonić nas do kolejnych zakupów. Tymczasem, naprawdę, dużo więcej radochy sprawia posiadanie kilkunastu ulubionych, wspaniałych ciuchów, niż kilka szaf zapchanych przypadkowymi „must-have”, które zakładamy raz czy dwa w sezonie, a potem wiszą nam na wieszaku, jak wyrzut sumienia.

Warto też pamiętać, że nasze ubrania powinny odpowiadać temu, kim jesteśmy – jeśli nie chodzimy nigdy w czerwonych szpilkach, nie dajmy sobie wmówić, że „prawdziwa kobieta” powinna je mieć. Nie istnieje coś takiego, jak prawdziwa i nieprawdziwa – każda z nas jest inna,a określony styl życia i pracy pociąga za sobą posiadanie (lub nieposiadanie) pewnych ciuchów, i tyle.

Po trzecie, świadomość własnych potrzeb

Ubrania, jakie nosimy, są (a przynajmniej powinny być) dopasowane do naszej figury, a także odpowiadać naszym preferencjom i wiekowi. Tak samo, jak nastolatka idiotycznie wygląda w kolii z diamentami, tak 40-latka ociera się o śmieszność, zakładając różowe mini z Hello Kitty. Każdy wiek ma swój urok, a jeśli nie wiemy, co nam pasuje, najlepiej jest przyjrzeć się co noszą na co dzień wielcy tego świata, będący w podobnym jak my, wieku.

Jeśli natomiast chodzi o krój ciuchów - fakt, że pewne kroje ubrań są przeznaczone dla posiadaczek określonej figury nie oznacza, że nie powinnyśmy spróbować, jeśli coś zwyczajnie się nam podoba. W takim przypadku najlepiej jest wybrać się na zakupy z przyjaciółką (i to taką od serca, która nie będzie się bała powiedzieć nam w twarz, że wyglądamy jak przebrana małpa) i przymierzyć - a nuż okaże się, że spodnie, które teoretycznie skracają nasze i tak krótkie nogi, leżą na nas świetnie? A jeśli nie – przynajmniej będzie okazja, żeby się pośmiać; w końcu moda i zakupy powinny być przede wszystkim zabawą i przyjemnością, nie śmiertelnie ważnym problemem wagi państwowej.